Na stadionie mimo zimna było ponad 7700 widzów. Niestety sektor gości zajmowała grupka około dwudziestu kibiców Piasta. Nędzny doping dla Gliwiczan na pewno nie poniósł ich do walki. W hałasie dopingu kibiców Lechii ich głosy nie były wstanie się przebić i tylko w chwilach względnej ciszy słychąć było jakieś okrzyki. Nietety w drugiej połowie zamilkły zupełnie. Im głośniejsi byli kibice Lechii, tym bardziej niedostrzegalni stawali się kibice Piasta.
To już drugi mecz z rzędu na gdańskim stadionie bez udziału (lub z miernym) kibiców gości. Trochę zaburza to odbiór takiemu kibicowi jak ja. Dla mnie oglądanie meczu to także obserwcja pojedynku pomiędzy kibicami przeciwnych drużyn. Jest ona często barwna i głośna. Nie polega tylko na obsypywaniu przeciwnej trybuny niewybrednymi wyzwiskami. Często rywlizacja kibiców polega na pozytwnym dopingowaiu swoich drużyn poprzez wznoszenie okrzyków , śpiewanie piosenek, powiewanie flagami od rozmiarach od chusteczki do nosa do ogromych, unoszonych przez kilka osób. Liczne transparenty demonstrują miejscowości, z których wywodzą się kibice poszczególnych klubów. Czasmi pojawiają się tranparenty wielkości całego sektoru. Właśnie kibice dają koloryt moczom. Oczywiście piszę tu o pozytywnym kibicowaniu, a nie o burdach chuligańskich wszczynanych czasami na meczach. Te ostatnie należy ukrócić.