sobota, 3 maja 2014

Kochanek dziewicy




Philippa Gregory
Kochanek dziewicy

Trzecia część cyklu tudorowskiego Philippy Gregory okazała się jak narazie najsłabsza. Historia romansu Elżbiety I z Robertem Dudleyem napisana jest dość rozwlekle, a główne postacie dramatu nieprzekonywujące. Dążący do władzy i królewskiego tytułu Dudley nie osiąga swego celu, troche na własne życzenie. Elżbieta wytrwale dążąca do tronu nagle gubi gdzieś swoją ambicję i dla wątpliwego romansu naraża na szwank swą pozycję. Jedyną naprawdę żywą postacią jest William Cecil - sekretarz królowej, który wie po co znalazł się na dworze i jakie jest jego zadanie. 
Namalowany przez Philippę Gregory portret Ężbiety kłóci się z tym, co czytałam o niej do tej pory. Nie jest to ta zdecydowana na wszystko królowa, dążąca do podniesienia potęgi Anglii, ale jakaś niedoświadczona pannienka, która nie wie jak poradzić sobie z natrętnym amantem. Elżbieta tak sportretowana zdecydowanie mi się nie podoba - jest słaba i nie bardzo wie po co siedzi na tronie. Już lepszy jest portret Amy, żony Dudleya zdającej sobie sprawę z zagrożenia dla niej i jej małżeństwa jakie niesie romans Roberta z królową i szukanie pociech w Kościele.
Całość jest momentami nudnawa. Nie ma wciągającej akcji i urzekających postaci, jak w poprzednich tomach cyklu. Zwroty akcji są przewidywalne, a główni bohaterowie nie wzbudzają żadnych emocji. Ciekawe jakie będą następne tomy cyklu. 

Norweskie wspomnienia I

Do Jacka leciałam tym razam Ryanair'em, który ląduje na lotnisku Oslo Rygge. Lecąc z Gdańska miałam miejsce z "pasjonującym" widokiem na skrzydło samolotu i z dala od okna, więc mimo dośc ładnej pogody nie uało mi się zrobić żadnych zdjęć. Na lotnisku czekał na mnie komitet powitalny złozony z całej rodzinki. Ucieszyłam się widząc ich wszystkich. Dawno ich nie widziałam więc z radością uściskałam, zwłaszcza wnuki. Jaś trochę się rozpłakał, więc Jadzia wyjaśniła mu, że babci nie trzeba się bać. Potem wyruszyliśmy do domu, do Skollenborga. Ponieważ Rygge jest po wschodniej stronie Oslofiordu musieliśmy przeprawić się przez fiord promem. Trasa promu prowadzi z portu w Moss do Horten - promy pływające na tej trasie zostały zbudowane w Gdańskiej Stoczni Remontowej (więc nie wypadliśmy sroce spod ogona i polskie produkty stoczniowe pływaja w znanej z przemysłu stoczniowego Norwegii). Oczywiście musiałam zrobić parę fotek Oslofiordu i licznych na nim wysepek. 







Na fiordzie ruch był umiarkowany. Kilka żaglówek, płynący z naprzeciwka prom z Horten, z daleka obserwowaliśmy jakiś prom Stena Line, nie wiadomo skąd płynacy do Oslo. 
Dzień był pochmurny więc widoki też lekko zamglone. Z Horten do Skollenborga przejechaliśmy dość szybko i wreszcie mogłam zobaczyć nowe mieszkanie Jacka i Zosi. Bardzo mi się spodobało - duże, przestronne, jasne i ciepłe. Jedyną wadą jest to, że z podwóka wchodzi się bezpośrednio do salonu. Zosia ładnie odgrodziła wejście regałem i w ten sposób powstał mały przedpokój. Dom z zewnątrz nie zapowiada tak ładnego wnętrza. 

środa, 23 kwietnia 2014

Zrazy jak w Pszczynie

W Pszczynie, w resturacji w rynku jadłyśmy wspaniałe zrazy. Dziś usiłowałam sobie przypomnieć jak były zrobione i zrobiłem coś podobnego na obiad.
A oto przepis na zrazy, które zrobiłam:
1 kg schabu
Na farsz:
10 dag wędzonego boczku
2 małe ogórki kiszone
1 mała cebula
10 dag sera
1 jajko do farszu
Do panierowania, jak zwykle mąka, jajka i bułka tarta.
sól, pieprz, zioła prowansalskie do smaku
1 l oleju do smażenia
Schab podzielić na plastry ok. centymetrowej grubości i dość cieńko rozbić tłuczkiem. Boczek, ogórki, cebulę pokroić w drobną kostkę, ser zetrzeć. Składniki farszu wymieszać dodając całe jajko. 
Plastry mięsa opruszyć mieszanką soli, pieprzu i ziół prowansalskich. Nakładać na nie po łyzce farszu (zależy od wielkości plastra).


Boki zagiąć do środka i zwinąć dość ciasno. Dla pewności spiąć wykałaczką. Na pewno nie rozpadną się podczas panierowania i smażenia.



Tak przygotowane zrazy panierować w mące, rotrzepanych jajkach i bułce tartej.


Gotowe smażyć w głębokim oleju na złoty kolor (ok.5 minut). Można w tym celu użyć frytownicy.


Usmażone odsączyć z nadmiaru tłuszczu na papierowym ręczniku. 
Można podawać z ziemniakami lub kaszą, dowolnym sosem i dowolną surówką.
 Pychota.

wtorek, 22 kwietnia 2014

Pomlewska wiosna

 W końcu odpuściły mi wszelkie choróbska i spokojnie mogłam wybrać się na spacer. Pogoda iście wiosenna wyciągnęła mnie z domu i poszłam do Jadzi. Słońce, ciepło, lekki wiaterek zachęcają do spacerów. Gdyby nie konieczność gotowania obiadu poszłaby nad jezioro. Może wybiorę się jutro, jeśli pogoda dopisze. Wiosna w Pomlewie jest urocza. Drzewa zachwycają delikatną mgiełką świeżej zieleni, w niewysokich jeszcze trawch wabią wzrok liczne wiosenne kwiaty - jaskrawo żółte mniszki, białe zawilce i stokrotki, niebiekie fiołki i niezapominajki. W ogrodzie u Jadzi pięknie komponują się uprawiane przez nią kwiaty, tworzą barwny rysunek pośród zieleni traw. Kwiatnące dzikie czerśnie, niczym obsypane śniegiem, przyciągaja z daleka wzrok. Na wszystko z góry patrzą bociany i zajmują się swoimi sprawami. 
Wszystko okraszone ptasim świergotem budzi same pozytywne uczucia i chciałoby się powiedzieć, że kocha się cały śiwat. Dzisiejszy Dzień Ziemi pokazał to, co Ziemie ma najpiękniejszego w naszych szerokościach geograficznych - budzącą się do życia naturę.
A oto i plon dzisiejszego, krótkiego saperu - utrwaliłam to, co najbardziej mnie urzekło.













niedziela, 20 kwietnia 2014

Wielkanoc



Wszystkim czytelnikom zdrowych i wesołych Świąt, smacznego jajka, bogatego zająca
 i mokrego Dyngusa
oraz pogody nie tylko za oknem, ale i w sercu
życzy autorka


niedziela, 6 kwietnia 2014

Kasia Markiewicz

Obejrzałam specjalny koncert programu The Voice of Poland poświęcony Kasi Markiewicz. Trzydziestoośmioletnia kobieta wystąpiła na przesłuchaniach w ciemno nie odbiegając zbytnio od poziomu innych kandydatów. (http://muzyka.onet.pl/pop/the-voice-of-poland-katarzyna-markiewicz-na-przesluchaniach-w-ciemno/s1yjh). Justyna Steczkowska nacisnęła guzik i Kasia została włączona do jej drużyny. W trakcie rozmowy po występie Kasia zwierzyła się, że jest to spełnienie jej marzeń, a do uczestnictwa w programie zmobilizowała ją przełomowa sytuacja w jej życiu. Walczyła z rakiem i przegrała tą walkę. Już, gdy uczestniczyła w programie wiedziała, że nie ma dla niej lekarstwa. Jednak postanowiła wystąpić i spełnić swoje marzenia. Przy okazji namawiała kobiety do badań profilaktycznych, by nie znalazły się w takiej sytuacji jak ona. Przekazała też wszystkimprzesłąnie, że warto próbować spełniać swoje marzenia. Pod konieć marca Kasia zmarła i nie wystąpiła już w kolejnej części programu.
Wzruszyłam się słuchając koncertu. Oczywiście przypomniało mi się znowu, że ja wciąż jestem  w zawieszeniu. Teoretycznie wszystko jest dobrze, ale wciąż w świadomości tkwi refleksja, że jeszcze nie minęło pięć lat określanych przez lekarzy jako przełomowe. Ja też namawiam wszystkie znajome i nieznajome kobiety do badań profilaktycznych. Podkreśłam, że nie tylko cytologia jest ważna, bo raka którego ja miłam cytologia nie wykaże. Należy także chodzić do ginekologa i wykonywać badania USG. Wszystkie czytelniczki zachęcam także do badań mamograficznych. Są one już powszechnie dostępne i często rtują nie tylko biust, ale i życie. 
Spełniajmy też swoje marzenia. Nawet te wydawałoby się najbardziej nierealne mogą się ziścić. Przykładem Kasia, która marzyła o wystąpieniu na dużej scenie i jej się to udało. Szczęśliwa z sukcesu odeszła. Przegrała walkę z rakim, ale spełniła swoje marzenia. Nich dla wszystkich będzie przykładem, że nie należy się poddawać. 

piątek, 4 kwietnia 2014

Trochę narzekania

Obiecywałam sobie kiedyś, że powstrzymam się od narzekania na blogu, ale dziś postanowiłam opisać historię rejestrowania się do lekarza. Po wizycie u onkologa w listopadzie usłyszałm, że mam się zgłosić na następną wizytę w czerwcu. Poszłam więc do rejestracji i poprosiłam o zarejestrowania na czerwiec. Usłyszałam, że jeszcze nie rejestrują na następny rok i mam się zgłosić w połowie grudnia. Pojechałam więc 16 grudnia i uzyskałam tylko tyle, że kazano mi zgłosić się w styczniu. W styczniu znów odesłano mnie na marzec, a w marcu na kwiecień. Wczoraj przy okazji wizyty u ginekologa zaszłam do rejstracji, by w końcu zarejestrować się do onkologa. Wielkie było moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się, że nie ma już miejsc na czerwiec, najbliższe są na listopad, a wogóle to powinnam rejestrować się w marcu. Na moje stwierdzenie, że w marcu odesłano mnie na kwiecień, pani rejestratorka wymijająco odpowiedziała, że widocznie osoba, z którą rozmawiałam miała na myśli zablokowane terminy w okresie urlopowym i jeżeli chcę koniecznie dostać się do wybranego lekarza na czerwiec, to muszę dzwonić - może się uda. Chyba tak ma wyglądać metoda ministra Arłukowicza, na zmniejszenie kolejek do lekarza - ja nie czekam w kolejce, bo wogóle nie jestem zarejestrowana. Tylko, co z obiecywaną przez ministra dostępnością do onkologa. Wizyta u ginekologa też skończyła się fiaskiem, gdyż zepsuty sprzęt do USG uiniemożliwił badanie kontrole. Nie usłyszałam nawet marnego przepraszam. Z lekarzem umówiłam się na wizytę na czerwiec, ale oczywiście w rejestracji znów były problemy i zarejestrowano mnie na czerwiec, ale do innego lekarza. Oczywiście, ze względu na zdrowie musiałam się zgodzić, choć uważam, że leczenie u jednego lekarza jest bardziej wskazane. Wiem, że mój przypadek jest jednym z wielu podobnych, bo kulawa służba zdrowie w Polsce nie gwarantuje pacjentom komfortu właściwego leczenia. Dobrze, że mój rak był w początkowym stadium i właściwie wizyty u lekarza mają tylko charakter kontrolny. Nie mniej znów pojawia się niepokój, czy przypadkiem coś się nie zmieniło, a z powodu niemożności zarejestrowania się do lekarza nie mogę go rozwiać. 
Dość narzekania. Jest wiosna więc dla poprawy nastroju zamieszczam kilka wiosennych zdjęć. W Pomlewie wiosna w pełni, więc i zdjęcia są wiosenne.






Oglądając takie widoki trzeba zapomnieć o narzekaniu i cieszyć się wiosną.